Byłoby to w 1978, ’79, może ’80


Byłoby to w 1978, ’79, może ’80

Jeden z https://produktopinie.top/ jego pacjentów, jak przypomniał Michael, był pracownikiem budowlanym, którego zadaniem było usuwanie gruzu po upadku wież. Pewnego dnia „załamał się płacząc w moim biurze”, powiedział Michael, ponieważ znalazł kobiecą rękę trzymającą dłoń dziecka. „Tylko dwie ręce razem.” Michael zamilkł. „Wiesz, w tej chwili czuję odpowiedź, po prostu opowiadając ci historię”.

Słyszenie historii o okrucieństwach może również powodować zmiany w dłuższej perspektywie. Laurie Pearlman, jedna z pierwszych psychologów, która zidentyfikowała zjawisko traumy wtórnej, nazywa ten efekt „zmianami schematu poznawczego”. Zasadniczo te historie mogą zmienić sposób, w jaki słuchacz postrzega świat, zmuszając go do uznania, że ​​jego bliscy mogą nie być tak bezpieczni, jak myślał, oraz do zmierzenia się z własną bezradnością w zapobieganiu przyszłym tragediom.

rekomendowane lektury

Powrót do zdrowia po PTSD po huraganie Katrina

Donovan X. Ramsey

Dlaczego nikt nie jest pewien, czy Delta jest bardziej zabójcza

Katherine J. Wu

Nie jesteśmy gotowi na kolejną pandemię

Olga Chazan

Ta zmiana w myśleniu może być stopniowa i może być procesem prawie nieświadomym. Kiedy Pearlman zaczął doradzać ofiarom przemocy w latach 80., „Znalazłam się pod wpływem pracy z traumą w sposób, którego nie oczekiwałam ani nie rozumiałam”, powiedziała mi. Zaczęła postrzegać dawniej łagodne otoczenie jako potencjalnie groźne i trudno jej było utrzymać swoją zwykle optymistyczną postawę. Dziś opisuje to, co jej się przydarzyło, jako „zakłócony światopogląd” i „zakłóconą duchowość”. Uważa, że ​​te objawy narażenia na historie traumy są tymi, które mogą najbardziej zaszkodzić opiekunom.

To, czy zmieniony pogląd na świat jest ostatecznie destrukcyjny, pisze Pearlman, „zależy w dużej mierze od stopnia, w jakim terapeuta jest w stanie zaangażować się w równoległy proces do procesu klienta-ofiary: proces integrowania i przekształcania tych przerażających doświadczeń. lub naruszenie.” Zaleca, aby wszyscy terapeuci traumy poddawali się własnej terapii.

* * *

Trauma po tragedii nie jest niczym nowym: dowody PTSD u żołnierzy i dowódców są obecne w starożytnych tekstach greckich i rzymskich. Na kartach wielu greckich tragedii, takich jak Ajaks Sofoklesa i Herakles Eurypidesa, roi się od weteranów oszalałych wojną. W armii rzymskiej próby samobójcze były, co dziwne, karane śmiercią — chyba że żołnierz cierpiał z powodu wstydu, smutku lub „znużenia życiem”.

Pogląd, że trauma może być przekazywana, jest znacznie nowszy. Psychoanalitycy od czasów Freuda zauważyli, że terapia może skutkować „przeciwprzeniesieniem”, gdzie pacjent odkrywa i staje się obiektem własnych nerwic, pragnień lub nierozwiązanych konfliktów analityka. Jednak dopiero podczas wojny w Wietnamie zaobserwowano większe niebezpieczeństwo: pacjenci mogli nieświadomie zasiać trwałe obrazy przemocy w umysłach ludzi, którzy jej nie doświadczyli.

„Kiedy pacjent zgłasza okrucieństwa, od czego zaczyna terapeuta?” – zapytała Sarah Haley, psychiatra Veterans Administration, w artykule w Archives of General Psychiatry w 1974 roku. W późnych latach wojny w Wietnamie Haley leczyła weteranów z chorobami psychicznymi, którzy opisywali przypadki skrajnej przemocy i brutalności, w tym przypadki, w których byli sprawców. Zapisuje historię jednego pacjenta, marine, który poprowadził swój oddział do zniszczenia spacyfikowanej wioski po tym, jak w otaczającej dżungli znaleziono pułapki. „[My] wysadziliśmy ich skurwysynów” – powiedział Haley. Historia i inne podobne, pozostawiły ją „odrętwiałą i przestraszoną”. Jak traktujesz takich pacjentów, zapytała Haley? „Być może”, napisała, „zaczynamy od przypomnienia sobie, że okrucieństwa są tak stare jak człowiek”.

W 1981 roku Yael Danieli, psycholog kliniczny z Manhattanu i były sierżant w Izraelskich Siłach Obronnych, opublikowała przegląd emocjonalnych reakcji terapeuty na pracę z ocalałymi z Holokaustu i ich dziećmi. Napisała, że ​​terapeuci często „dzielili koszmary ocalałych, których leczyli”. W ciągu dziewięciu miesięcy leczenia ocalałych jeden terapeuta zgłosił, że miał tylko dwa sny, które nie były związane z historiami jego klientów.

Inny prawie zemdlał, gdy pacjent opisał, że widział „dzieci przywierające do ciał rodziców w masowych grobach”. Jeszcze inny wyznał, że gdy pierwszy raz zobaczył numer identyfikacyjny wytatuowany na przedramieniu klienta, musiał „wyjść, żeby zwymiotować”.

Danieli odkryła, że ​​terapeuci, obawiając się własnych reakcji na traumatyczne treści, bali się spotykać swoich ocalałych klientów i często unikali omawiania z nimi Holokaustu. Wielu wyrażało obawy o swoje zdrowie psychiczne. „Boję się, że zostanę wciągnięty w wir takiej czerni, że mogę nigdy nie znaleźć jasności i nigdy nie wyzdrowieć” – powiedział Danieli terapeuta. „Kiedy ta mała czarna skrzynka zostanie otwarta”, powiedział inny, „jest gorsza niż puszka Pandory”.

Teraz wiemy, że trauma wtórna jest przewidywalną konsekwencją pracy z populacjami dotkniętymi traumą. „Zastępcza trauma jest nieunikniona dla osób wykonujących tego rodzaju pracę” – mówi Jackie Burke, dyrektor kliniczny Rape and Domestic Violence Services Australia, usługi doradczej dla ofiar wykorzystywania seksualnego i przemocy w rodzinie.

„Istnieje tylko jeden naprawdę wiarygodny wskaźnik tego, czy ktoś dozna zastępczej traumy, i jest to poziom ekspozycji”.

Uważa, że ​​wszyscy członkowie jej personelu doradczego cierpią w jakiś sposób z powodu narracji traumy swoich klientów. „Ale tylko u kilku osób wzrośnie do poziomu dysfunkcji, objawów podobnych do PTSD” – mówi.

Przegląd menedżerów przypadków pracujących w społecznych ośrodkach zdrowia psychicznego w USA wykazał, że prawie co piąty miał objawy PTSD. Podobne poziomy cierpienia stwierdzono u pracowników służby zdrowia psychicznego, którzy leczyli ofiary zamachu bombowego w Oklahoma City w 1995 roku i osoby, które przeżyły huragan Katrina. Jeden przegląd 100 terapeutów zajmujących się wykorzystywaniem seksualnym wykazał, że prawie połowa miała wtórny stres traumatyczny.

„W tej chwili badania wskazują, że istnieje tylko jeden naprawdę wiarygodny wskaźnik tego, czy ktoś dozna zastępczej traumy” – mówi Burke. „I to jest ich poziom narażenia na traumę”. Ponieważ opiekunowie są narażeni na traumatyczne treści podczas pracy, „konceptualizuję to przede wszystkim jako kwestię zdrowia i bezpieczeństwa pracowników”. Organizacja Burke’a zatrudnia dwóch pełnoetatowych opiekunów „zastępczych urazów”, którzy co tydzień spotykają się z każdym doradcą z personelu, aby monitorować poziom objawów wtórnych urazów, a gdy objawy wydają się nasilać, opracowywać natychmiastowe plany leczenia.

Jedną z najskuteczniejszych interwencji, mówi Burke, jest podejście „pozostaw pracę w pracy”. „Jeśli rozumiesz, że jedyną rzeczą, która przewiduje traumatyzację, jest narażenie na traumatyczne treści, jedynym sposobem na zmniejszenie ryzyka jest zmniejszenie narażenia” – mówi. Organizacje mogą to zrobić, na przykład zmniejszając liczbę pacjentów po traumie, których widzi pracownik, lub egzekwując limity godzin pracy. Przyznaje jednak, że w wielu przypadkach – w tym w jej własnym miejscu pracy – środki te nie zawsze są wykonalne. „Dla nas nie było to możliwe. Nasze usługi doradcze online i telefoniczne są dostępne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.”

To, co mogli próbować kontrolować, to ekspozycja, która miała miejsce poza pracą. Kiedy pracownicy powiedzieli jej, że wciąż rozmyślają o historiach swoich klientów, nawet gdy nie mają czasu, Burke i jej pracownicy opracowali 15-minutowe ćwiczenie dekompresyjne, aby pomóc doradcom „pozbyć się zmartwień o samopoczucie klientów z innym pracownikiem, który kontynuować”. Zanim doradca opuści jej zmianę, musi powiedzieć komuś, kto nadal dyżuruje, o wszystkich niepokojących rzeczach, które usłyszała tego dnia, wyjaśnić, dlaczego były niepokojące, i wymienić rzeczy, które zrobi, aby poczuć się z tym dobrze.

„Pomaga to doradcy zrobić dwie rzeczy” — mówi Burke. „Przede wszystkim należy rozpoznać, że istnieje zastępcza trauma i zastanowić się, co z nią zrobić. A po drugie, aby poczuć się jak: „Kiedy wychodzę z pracy, nie muszę o tym wszystkim myśleć”.

Zespół Burke’a próbuje teraz zmienić proces „zostaw to w pracy”, aby pracować dla doradców w bardziej odizolowanych środowiskach, którzy mogą nie mieć innych pracowników, z którymi mogliby porozmawiać po trudnej sesji doradczej. „W takim razie komu zostawiasz swoje zmartwienia?”

Na razie odpowiedź wydaje się brzmieć: ty sam. Nowy protokół wymaga, aby doradcy zapisali swoje uczucia związane z dniem pracy, zanim wyjdą na cios. Celem jest natychmiastowa refleksja, aby uniknąć represji treści traumatycznych i późniejszych ruminacji. Jak dotąd, mówi Burke, „wydaje się to działać równie dobrze”.

* * *

Michael teraz przyznaje, że prawdopodobnie miał niski poziom PTSD przez kilka lat przed swoim załamaniem. „Czułem, że moje zdrowie się pogarsza, ale mogłem to zdiagnozować tylko z perspektywy czasu” – mówi. „Nie zdawałem sobie w pełni sprawy z tego, co się dzieje”.

Będzie to doświadczenie większości opiekunów cierpiących z powodu wtórnej traumy, chyba że oni i ich pracodawcy wiedzą, że należy traktować problem poważnie. „Ciągle go wpychasz” – mówi Michael – „i starasz się pracować ciężej”.

W końcu Michael musiał tymczasowo zamknąć swoją praktykę, podczas gdy pracował nad opanowaniem objawów PTSD. Wraca jednak do leczenia osób, które przeżyły traumę, i w wyniku swojej walki uważa się za lepszego terapeutę. „Nikt tak naprawdę nie rozumie, przez co przechodzisz”, mówi. – Nie, chyba że tego doświadczyli.

3 lipca 1981 r. The New York Times opublikował artykuł lekarza i korespondenta medycznego dra Lawrence’a Altmana zatytułowany „Rzadki rak widziany u 41 homoseksualistów”.

Nowotworem był mięsak Kaposiego, guz spowodowany infekcją wirusową i charakteryzujący się ciemnymi plamami na skórze. Chociaż choroba zwykle dotykała starszych pacjentów i postępowała powoli, te 41 przypadków pojawiło się – i szybko zabijało – mężczyzn w wieku 26 lat. Lekarze byli zdziwieni: „Przyczyna wybuchu jest nieznana i jak dotąd nie ma dowodów na zarażania”, napisał Altman, zauważając, że pacjenci mieli „poważne wady układu odpornościowego”.

Kaposi’s jest obecnie znany jako znak rozpoznawczy AIDS; jednak w tamtym czasie AIDS był wciąż nieznany. Artykuł Altmana był pierwszą historią, którą Times opublikował na temat choroby, która jeszcze nie została zrozumiana, zidentyfikowana, a nawet nazwana.

Jak udokumentował Randy Shilts w And the Band Played On, doniesienia mediów głównego nurtu na temat eskalacji epidemii były początkowo porażająco skąpe; The Times opublikował tylko dwa artykuły związane z chorobą w tym roku („nadanie tonu dla braku zasięgu w całym kraju”, napisał Shilts). Artykuł o AIDS pojawił się na pierwszej stronie gazety dopiero w 1983 roku, gdy charakter ogólnokrajowych relacji zmieniał się z letargicznego na histeryczny.

rekomendowane lektury

Dlaczego nikt nie jest pewien, czy Delta jest bardziej zabójcza

Katherine J. Wu

Nie jesteśmy gotowi na kolejną pandemię

Olga Chazan

Nakazy i zakazy gorącego lata Vax

Rachel Gutman

Nawet wtedy było niewiele faktów do przekazania; dziennikarze, podobnie jak lekarze i ich pacjenci, niewiele wiedzieli o chorobie. Pewien mężczyzna przypomniał sobie swoją diagnozę dla magazynu New York z 1983 roku: „Powiedział: ‚Masz niedobór odporności’. Zapytałem: ‚Co to znaczy?’ Powiedział: ‚Nikt tak naprawdę nie wie’”.

Ale tam, gdzie było mało informacji, było mnóstwo strachu, odzwierciedlonego w nagłówkach takich jak „AIDS: śmiertelne, nieuleczalne i rozprzestrzeniające się” (Ludzie) i „Teraz nikt nie jest bezpieczny od AIDS” (Życie). „Mnóstwo było paranoi i apokaliptycznych wypowiedzi. Więcej niż jeden zwykle niedoceniany naukowiec nazwał AIDS ‘chorobą stulecia’” Time doniósł w 1985 roku. niepewność prawie wszystkiego innego.

* * *

Altman kontynuował pisanie o AIDS jako korespondent medyczny Timesa do i po jego odejściu z dziennikarstwa w 2009 roku (nadal pisze kolumnę „Doctor’s World” i od czasu do czasu artykuły prasowe). W 2011 roku, 30 lat po swoim pierwszym artykule, napisał retrospektywę swoich lat dotyczących choroby, zatytułowaną „30 lat, wciąż uczymy się z AIDS”.

„AIDS wciąż stanowi niezwykłe wyzwania – nie tylko dla dziennikarzy próbujących kronikować rozwijającą się historię epidemii”, napisał, „aby przypomnieć nowemu pokoleniu o znaczeniu bezpiecznego seksu i podążać za czasami wstrzymanymi wysiłkami, aby zapewnić wszystkim skuteczne leki. którzy ich potrzebują”.

Rozmawiałem z Altmanem o jego doświadczeniach związanych z AIDS w latach 80., we wczesnych latach epidemii – kiedy, jak pisał, „nie mieliśmy pojęcia, z czym mamy do czynienia”. Poniżej zredagowany i skrócony zapis naszej rozmowy.

Cari Romm: Co wpłynęło na zgłoszenie tej pierwszej historii w 1981 roku?

Lawrence Altman: Kiedy zacząłem pracować dla „Timesa”, miałem czas zarówno na praktykę medyczną, jak i na pisanie. Wiosną 1981 roku skończyłem tournée w Bellevue [Szpitalu] i NYU… To było w tym czasie, kiedy zastrzelili Reagana i papieża. Miałem zamiar napisać o AIDS na wiosnę, ale musiałem to odłożyć, ponieważ ukrywałem próby zamachów. Pierwsza historia, którą napisałem, miała miejsce w lipcu 1981 roku. [W czerwcu] pojawił się raport w Tygodniku zachorowalności i Śmiertelności opublikowanym przez [Centra Kontroli i Prewencji Chorób].

Byli ludzie, których spotkałem, którzy nie wiedzieli nic o chorobie Kaposiego, polowaniu na przyczynę."

Robiąc obchód po NYU, widziałem przypadki – w Nowym Jorku w tamtym czasie było widoczne występowanie mięsaka Kaposiego [rak często kojarzony z AIDS]. W tamtym czasie AIDS nie miało żadnej nazwy jako choroba, a niedobór odporności dopiero zaczynał być rozpoznawany. Ale zgłoszono znaczną grupę przypadków u gejów. Widziałem również przypadki uogólnionej limfadenopatii, powiększonych węzłów chłonnych w całym ciele. Mieliśmy z tym kilku pacjentów iz perspektywy czasu rozwijali się u nich HIV, ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy. Byłoby to w 1978, w 1979, może w 80.

Romm: A jak został odebrany twój artykuł, kiedy wyszedł?

Altman: W The Village Voice był artykuł oskarżający mnie o zrujnowanie gejowskiego weekendu 4 lipca z powodu czegoś, co nie miało dobrego powodu. [Wyd. Uwaga: artykuł The Village Voice, jak Altman zacytował w jednym ze swoich własnych opowiadań, został opisany "nikczemna próba New York Timesa zrujnowania wakacyjnej przerwy 4 lipca dla każdego homoseksualisty na północnym wschodzie”.] Być może wśród małej grupy pojawiła się panika, ale w ogólnej liczbie czytelników nie sądzę, aby spowodowała ona ogromną podniecenia. Społeczność gejowska była świadoma, że ​​coś się dzieje i że pojawił się artykuł w gazecie na ten temat. Jestem pewien, że zwiększyło to niepokój, ale nie wierzę, że wywołało to więcej niepokoju, niż istniało wcześniej.

Romm: Kiedy zmienił się ton? Kiedy ludzie zaczęli zgłaszać AIDS jako poważną sprawę?

Altman: Przypadek Rocka Hudsona [w 1985 r.] uświadomił wielu ludziom, którzy śledzili rozrywkę, celebrytów itd., o chorobie. Niektórzy ludzie zaznaczyli to jako punkt. Myślę, że to równie dobre, jak powiedzieć, że więcej osób było tego świadomych. Z pewnością przez pierwsze kilka lat relacji spotykałem ludzi, którzy nie wiedzieli nic o chorobie Kaposiego, polowaniu na przyczynę.

  • June 17, 2020
  • 0
The Gratitude Butterfly
About me

Em is an Ayurvedic Practitioner, Reiki Master, Blogger, Writer, Speaker and Positive Living Guru. Em is passionate about inspiring people to live their life to their highest potential with a foundation in Happiness, Health and Gratitude. Join her beautiful GratiDude tribe for daily tips and inspiration. Her mission is to inspire people all over the world to live a life that is overflowing with Love, Wellbeing and Gratitude.